Weronika Nowakowska o sporcie w rozmowie z Moniką Pyrek

Wizytówka siły sportu? Według Moniki Pyrek to sportowiec z krwi i kości, również ze swoimi słabościami. Taką wizytówką jest właśnie dzisiejszy gość – sportowiec, coach, trenerka rozwoju osobistego i sportowa mama! Posłuchajcie rozmowy z Weroniką Nowakowską – dwukrotną medalistką mistrzostw świata w biathlonie.

Z podcastu dowiecie się m.in. o „role model” czyli wzorach do naśladowania przez dzieci w kontekście sportowym oraz o życiu w swoim tempie. Monika i Weronika opowiadają o nauce cierpliwości, spełnianiu sportowych marzeń i satysfakcji ze sportu. Posłuchajcie i czerpcie z tego, co najlepsze!

O czym usłyszysz w tym odcinku podcastu?

Wskazówka: kliknij na wybrany link, aby przeskoczyć do odpowiedniego fragmentu nagrania.

Podcast do poczytania

Nie chcesz lub nie możesz odsłuchać podcastu? Przeczytaj go!
Poniżej zapis rozmowy Moniki Pyrek z Weroniką Nowakowską.

Monika Pyrek: Sportowiec, prawdziwy mistrz, nie tylko ten z medalami na szyi, ale ten z krwi i kości. Również ze swoimi słabościami, to według mnie wizytówka siły sportu. I dlatego, korzystając jeszcze z aury zimowej, zaprosiłam do rozmowy niezwykłego gościa. Sportowca związanego ze sportem zimowym. Do tego coacha, trenera rozwoju osobistego i, co ważne dla naszej rozmowy, mamę. A o kim mówię? O dwukrotnej medalistce mistrzostw świata w biathlonie, Weronice Nowakowskiej. Witam Cię, Weroniko.

Weronika Nowakowska: Cześć Moniko! Witam Ciebie i wszystkich słuchaczy.

Bardzo się cieszę, że możemy choć w formie online porozmawiać o rzeczach ważnych, dotyczących siły sportu. Według mnie, mistrzowie sportu najpiękniej o tym opowiadają, bo mówią o własnych przeżyciach i często nie owijają w bawełnę. Czy według Ciebie, z perspektywy już byłego sportowca, sportowa szczerość jest czymś bardzo ważnym w budowaniu wzorców do naśladowania dla dzieci?

Myślę, że szczerość jest ważna i ważne jest dotykanie tematów trudnych, których unika się w dzisiejszym świecie. Szczególnie, gdy mówi się bardzo dużo o sukcesach. Czy to w sporcie, czy w biznesie, czy gdziekolwiek indziej, a unika się tematów porażki, tych ciemniejszych stron uprawiania sportu. Warto o tym mówić nie po to, aby zniechęcać, ale aby szerzyć świadomość, czym jest sport i czym może być, a czym nie jest w kontekście sportu dzieci i młodzieży. Ale również jak wygląda zawodowstwo i czego ono wymaga. 

Twoją wizytówkę sportowca zawodowego znamy z ekranów telewizorów. Jest to wizytówka już ukształtowanego sportowca. A gdy przeglądasz archiwalne zdjęcia, filmy, czy dostrzegasz w nich to, co Cię na początku zainteresowało? Co Cię skusiło do uprawiania sportu? 

Ja byłam super aktywnym dzieckiem i sport nie był jedyną formą aktywności, kiedy miałam lat 9, 10, czy 12. Sport był jedną z wielu rzeczy, które robiłam. Grałam na gitarze, chodziłam na kółko teatralne, działałam w młodzieżowej radzie miasta. Z czasem zorientowałam się, że jestem w sporcie dobra, że mnie to cieszy. W efekcie redukowałam ilość innych zajęć. Aż w którymś momencie zdecydowałam, że pójdę do klasy sportowej. I tak naprawdę momentem, w którym pomyślałam, że sport może być moim sposobem na życie, to był czas, kiedy kończyłam liceum, zdałam maturę. Musiałam wówczas wybrać kierunek studiów i drogę życiową dla siebie. Postanowiłam wtedy, że sport będzie moim zawodem w przyszłości. 

Rodzice często obawiają się, że dziecko, które uprawia sport, opuści się w nauce. Czy u Ciebie tak było?

U mnie tak nie było. Byłam zawsze bardzo dobrą uczennicą. Jak już zawodowo uprawiałam sport, który wymaga przecież bycia 250 dni w roku za granicą, świetnie zdałam maturę – miałam cztery „piątki” i jedną „szóstkę”.  Później skończyłam dwa kierunki studiów. Teraz, po zakończeniu kariery sportowej, kończę trzecie studia podyplomowe. A więc nadal się kształcę. Mam nadzieję, że to jest dowód na to, że można zawodowo uprawiać sport i jednocześnie się kształcić. 

Z drugiej strony mam takie poczucie, że trzeba robić wszystko w swoim tempie.To dobra okazja, bym powiedziała o czymś,  co można odczytać jako porażkę. Ja jednak uważam, iż to pokazuje, że są różne drogi dochodzenia do celu. Moje studia na AWF-ie w Katowicach robiłam blisko 10 lat. W ogóle tego nie wstydzę. Niektórzy się oczywiście śmiali, że jestem wiecznym studentem. Moje koleżanki z roku też się pytały „Wera, kiedy w końcu skończysz te studia, kiedy się obronisz”. A ja im odpowiadałam: „Słuchajcie dziewczyny, ja teraz zajmuję się zawodowym uprawianiem sportu. I to jest core moich działań. Studia staram się robić w swoim tempie”. Właściwie co zmieniłoby to, gdybym w wieku 24 lat obroniła pracę magisterską i włożyła ją do szuflady,nie używając jej przez kolejne pięć, bo zamierzam jeszcze trenować. Więc bez szkody na moim sportowym życiu zajmowałam się w dalszym ciągu studiami. Zajęło mi to 10 lat, ale uważam, że to żaden obciach. Wiedziałam, co jest w danym momencie dla mnie najważniejsze. Uznałam, że kształcić się właściwie mogę całe życie, a zawodowo uprawiać sport – tylko w danym momencie. Podjęłam takie decyzje i zupełnie nie żałuję. Pięknie się to zgrało z moim zakończeniem kariery, bo byłam już panią magister (śmiech). Chętnie opowiadam o tej historii, żeby nie przerażać rodziców, którzy czasem cisną swoje dzieci, a dzieci też same siebie cisną. Możesz mieć indywidualne programy, studiować w takim podziale jak ja. U mnie się to bardzo sprawdziło. 

Ważne, że o tym mówisz. U mnie w domu rodzice wyznaczyli taką zasadę: mogę uprawiać sport, ale oceny w szkole muszą być przynajmniej OK. Nie muszą być wybitne, ale żebym bez problemu mogła zaliczać zajęcia. Ta zasada nauczyła mnie organizacji swojego czasu. W momencie gdy wiedziałam, że nie będzie mnie na danym sprawdzianie, przychodziłam do nauczyciela i prosiłam go o materiał wcześniej i zaliczałam go przed. To był też taki element „pierwszego dobrego wrażenia”. Nauczyciel może ci zaufać i zaczyna rozumieć sposób, w jaki żyjesz. Czasem po prostu nie masz siły, by usiąść do książek w trakcie zgrupowania sportowego. Ale polecam to „pierwsze wrażenie”, które procentuje na cały czas szkoły i może być bardzo pomocne (śmiech). Ale powiedz mi, czy gdy zaczynałaś, to od razu pojawiła się decyzja: będę mistrzem. Będę olimpijczykiem. Czy wtedy co innego miało znaczenie? 

Na początku się chyba bawiłam sportem. Dość szybko dało się zauważyć, że mam potencjał. Warto wspomnieć, że poszłam rok wcześniej do szkoły, jako sześciolatka. Kiedy byłam w czwartej klasie, tworzono klasę sportową. Zatem byłam najmłodsza i podczas zawodów nie startowałam ze swoim rocznikiem. Było widać, że dobrze sobie radzę.  Najpierw to jednak była zabawa. Myślę, że intencją moich rodziców, kiedy trafiłam do klubu sportowego, nie było nastawienie, że będę od razu wielkim mistrzem, olimpijczykiem. Była to jedna z wielu form różnych aktywności, które uprawiałam, a z czasem potwierdzałam w zawodach, że mam potencjał i mogę powoli marzyć o karierze. Owszem, na początku te marzenia się trochę przebijały, ale absolutnie nie mogłam ich nazwać celami, czy powodem, dla którego chodziłam na treningi. Po prosu myślałam o kolejnych zawodach, że chciałabym na nich dobrze wystartować. Po tych zawodach byłam bardziej lub mniej zadowolona, ale szykowały się kolejne, więc i ja się szykowałam. Z czasem, kiedy zdałam maturę, pomyślałam, że to może być moja droga życiowa. 

Mam nadzieję, że słuchają nas nie tylko rodzice dzieci, ale też nastolatkowie, bo to ich jest najtrudniej namówić do uprawiania sportu. Czy w momencie, kiedy zaczynałaś, albo już po kilku latach, gdy byłaś w sporcie, co najbardziej Ci się w nim podobało? Dlaczego właśnie w ten sposób chciałaś w taki sposób spędzać wolny czas, a nie szaleć jako nastolatka i wychodzić wspólnie z rówieśnikami? 

W pewnym sensie szalałam i wychodziłam z rówieśnikami. Sport był formą spędzania naszego czasu i to było super. Już jako dziecko bardzo lubiłam mieć poczucie dobrze zrobionej roboty, zadowolenia z siebie. Sport był przestrzenią, w której mogłam się sprawdzić. Kiedy zaczynałam uprawiać biathlon, czyli dwubój zimowy na który składa się bieg narciarski i strzelanie, ja byłam fatalnym strzelcem. Na 10 strzałów potrafiłam zrobić 9 błędów. Może to teraz zabrzmi śmiesznie, ale wtedy sobie myślałam: „kurczę, ale przecież ja w ogóle nie umiem strzelać, muszę się tego nauczyć.” Mnie to wręcz pociągało, że jestem w czymś beznadziejna, jestem beztalenciem. Chciałam pojechać na kolejne zawody i nie zrobić już 9 błędów, ale np. 7. To było super, że potrafiłam pokonywać swoje słabości, a sport był przestrzenią do sprawdzania się i ciągłego doskonalenia. To jest coś, co zostało mi do dziś. Jestem już na emeryturze sportowej, ale wciąż lubię nowe aktywności, uczyć się nowych rzeczy i może stąd co chwila te moje studia podyplomowe. Lubię się sprawdzać, poprawiać, i myślę, że sport jest świetną formą uczenia się życia. Nie boję się tego powiedzieć, że sport jest metaforą życia. Uważam, że dał mi bardzo wiele i to, czego się nauczyłam w sporcie, świetnie przekłada się na to, jakim dziś jestem człowiekiem. I także w jaki sposób dziś funkcjonuję, nie będąc już zawodowym sportowcem. 

Ostatnio zaczęłam się zastanawiać, czy w momencie, gdy podejmowałam decyzję o zakończeniu swojej kariery sportowej, udało mi się zrealizować marzenia. Te, które po drodze sobie układałam i które zmieniały się w trakcie. Pamiętam, że bardzo istotnie było dla mnie wtedy to, czy moje marzenia nie straciły mocy motywacji. Czy u Ciebie też tak było, że marzenia w którymś momencie kariery się zmieniały? Traciły na sile? Czy może wręcz przeciwnie – realizowałaś je? 

Podobnie jak Ty, byłam długo w zawodowym sporcie. I skłamałabym, że zawsze było to pięcie się w górę, bo była to cała masa większych lub mniejszych wzlotów i upadków. Myślę, że funkcjonowanie w sporcie, a szczególnie w sporcie zawodowym oznacza, że raz jest dobrze, raz jest  źle. Moje nastroje, motywacje, marzenia przygasały, a innym razem potrafiły buchać żywym ogniem.

Oczywiście jak to w sporcie. Zdobywa się jeden mały szczyt, wchodzi się, w oddali widzi się kolejne i faktycznie tak było w czasie mojej kariery sportowej. Ale były też momenty zwątpienia,  czy będę w stanie spełniać te dziecięce marzenia. Czy zdołam zdobyć większy medal, niż medal mistrzostw Polski. Jak sięgnęłam po medal mistrzostw Europy, to myślałam o kolejnych medalach i sukcesach. Takim momentem, kiedy poczułam, że spełniłam swoje marzenia, był medal mistrzostw świata. Bardzo długo pracowałam, bo wicemistrzynią świata zostałam dopiero mając 28 lat, a więc w zawodowym sporcie byłam już 7. 

Jednak chętnie powiem o tym głośno, że nie spełniłam wszystkich swoich sportowych marzeń. Nie zdobyłam medalu igrzysk olimpijskich, w Vancouver zajęłam 5. miejsce, w Soczi byłam 6. indywidualnie, a w Pjongjang była szansa na to, by zdobyć medal w sztafecie. Zajęłyśmy jednak wtedy 7. miejsce. Starty indywidualne były poniżej moich oczekiwań i marzeń. 

Ale myślę sobie, że niespełnione marzenia też są fajne. Dużo gorzej byłoby, gdybym zakończyła sportową karierę na jakimkolwiek etapie i pomyślała sobie, „nie spróbowałam, nie podjęłam rękawicy”. Wówczas byłoby mi smutno i miałabym poczucie porażki. A tak, zakończyłam sportową karierę z poczuciem, że zrobiłam wszystko, co w mojej mocy. Nie zdobyłam medalu igrzysk olimpijskich, ale zdobyłam dwa medale mistrzostw świata, dwa medale mistrzostw Europy, worek medali zdobytych podczas uniwersjad i mistrzostw Polski. Miałam po prostu fajne, sportowe życie. Życie wyjątkowe, które nie jest dane każdemu człowiekowi. Więc bez względu na to, czy spełniłam wszystkie swoje sportowe marzenia czy nie, miałam po prostu wspaniały w życiu rozdział, z napisem „biathlon”. 

Ja też oczywiście nie zrealizowałam wszystkich marzeń. Zabrakło mi tego upragnionego medalu olimpijskiego, ale wcale nie traktuję mojej przygody ze sportem jako niespełnionej. Zawsze powtarzałam, że dla mnie najważniejsi są ludzie, że dzięki nim ukształtowałam siebie, wiele się od nich nauczyłam. Też uważam, że dużym moim sukcesem jest to, iż potrafiłam ich słuchać. Może nie zawsze postępowałam zgodnie z ich zaleceniami, bo uważam, że każdy ma swoją mądrość życiową i działa według swojej intuicji, ale jednak opartej na wiedzy. Dlatego dla mnie istotnym było to, żeby w momencie podjęcia decyzji o zakończeniu kariery sportowej, mieć poczucie spełnienia. Żeby się odwrócić do tych swoich wspomnień i pomyśleć, że było fajnie i uśmiechnąć się do tego wszystkiego. Dlatego  uważam, że nie mówienie o porażce, a mówienie tylko o sukcesie trochę wypacza całą siłę sportu. Bo według mnie sport, to nie tylko sukcesy. Pięknem sportu jest to, że ono uczy nas podnosić się po tych wszystkich porażkach. Że przygotowuje nas do życia codziennego. Budujemy z jego pomocą naszą odporność.

Absolutnie się podpisuję pod tym, co powiedziałaś. Tak jak wspomniałam, sport jest metaforą życia. Dzięki niemu nauczyłam się tego, że podejmując się trudnego, ambitnego zadania, a takim jest sięgnięcie po medal, większe jest prawdopodobieństwo, że tego medalu się nie zdobędzie. Bo jeżeli jest stu zawodników, to są tylko 3 miejsca na podium. I to jest super cecha, którą mamy my, sportowcy. Bez względu na to, jak daleko się zajdzie w swojej karierze, jest to ogromna wartość wychowawcza sportu. Mam nadzieję, że słuchają nas rodzice i czują to, co chcemy przekazać. Że najważniejsza jest droga, nauka, że nie zawsze wychodzi. Czasem jesteśmy świetnie przygotowani, ciężko trenujemy, odpowiednio się żywimy, a jednak może się okazać, że ktoś jest lepszy. I w życiu też tak jest. Gdy staramy się o pracę, albo gdy mówimy o zawodzie miłosnym. To jest życie i sport tego przepięknie uczy.  Ale to nie wszystko.

To co ja bardzo doceniam teraz, to umiejętność bycia cierpliwym i czekania na rezultat. Sport to rzemiosło, codzienne rzeźbienie formy, które trwa latami. Ciągle jesteśmy niedoskonali i ciągle jest coś do zrobienia. W życiu też tak jest, że się każdego dnia uczymy, zmieniamy. Myślę, że osoby, które miały kontakt ze sportem, i to nie tylko tym zawodowym, gładko idą przez życie.

Ostatnio złapałam się na tym, że regularnie powtarzam synowi takie zdanie: żeby wygrać, trzeba najpierw przegrać. Jakby się tak zastanowić, to kto prócz sportowców, analizuje sukcesy. Może mistrzowie, którzy chcą się utrzymać na najwyższym podium, ale to jest poziom mistrzowski. A porażka uczy każdego.  Bo zastanawiamy się przecież, co zrobiliśmy nie tak. Sprawdzamy, gdzie się rozproszyliśmy. Bez względu na to, w którym momencie się kończy przygodę ze sportem, dzięki niemu nabywa się wielu cennych cech, które przydają się w życiu osobistym.

Absolutnie tak. Szczególnie w dzisiejszych czasach sport jest przepiękną formą kształtowania charakterów. W świecie, jak to mówię, instant. Kiedy wszystko mamy na wyciągnięcie ręki, kiedy zakupy robimy przez internet i mamy błyskawiczne dowózki wszystkiego do domu. Z jednej strony jest nam łatwiej. Z drugiej – nie uczymy się cierpliwości, wyczekiwania na sukces. A w sporcie nie da się oszukać. Musisz włożyć wysiłek każdego dnia. Tu jest szalenie ważna systematyczność. A dziś, przez te wygody, które mamy w dzisiejszym świecie, tracimy jednocześnie zapał, szybko się przełączamy na coś, co jest innego, ciekawszego. 

Ja sama jestem mamą i moje dzieci są wychowywane poprzez sport. Nie wiem, czy one będą zawodowymi sportowcami. Czy w jakiś szczególny sposób pokochają którąś z dyscyplin. Natomiast chcę podkreślić, że są wychowywane poprzez sport, a nie do sportu. I to jest ta perspektywa, którą chciałabym, aby uchwycili przede wszystkim rodzice. Że zapisując swoje dzieci na różnego rodzaju zajęcia, żeby się zastanowili, jaką mają intencję. 

W życiu sportowca jest taki moment, kiedy trzeba podjąć trudną decyzję o zakończeniu kariery sportowej, przejść do codziennego życia i odnaleźć się w tej rzeczywistości. Pięknie opowiedziałaś o tym, że sportowcy mają możliwość płynnego przechodzenia z jednego etapu do drugiego. Ale jak to się stało, że Ty po zakończeniu kariery postanowiłaś zostać coachem, trenerem rozwoju osobistego. Czy to zawsze Ciebie interesowało, czy Twoje doświadczenia sportowe popchnęły Cię do tego? 

Myślę, że to jest miks tego wszystkiego, o czym powiedziałaś. Zawsze byłam dość refleksyjnym dzieciakiem i przedmiotem moich rozważań było, dlaczego ktoś się zachowuje tak, a ktoś inaczej. Psychologia przynosi odpowiedzi na wiele tego typu pytań, więc z czasem stała się ona przedmiotem moich zainteresowań. Jako sportowiec, szczególnie wraz z upływem mojej kariery sportowej i wraz ze wzrostem moich potrzeb, starałam się rozumieć i korzystać z dobrodziejstw nauki. Jako 27-letnia zawodniczka zaczęłam współpracować z coachem. Wtedy nastąpiła wielka zmiana zarówno we mnie, ale również w poprawie moich rezultatów. To właśnie wtedy po ponad roku współpracy z coachem osiągnęłam swoje najlepsze rezultaty. Myślę, że ta praca procentuje do dziś. Dokładnie wiem, czego chcę, dokąd zmierzam, w jaki sposób chcę to osiągnąć. Niektórzy mówią „jak Ty to robisz, idziesz jak taran”. Właśnie dlatego, że wiem co jest dla mnie ważne i po co to robię. Wiem, co się nigdy nie wydarzy, więc nie mam poczucia straty. I tego mnie nauczyła psychologia i rozwój osobisty. 

W wieku 29 lat, przerwałam na moment karierę sportową, by zostać mamą, co było szokujące dla niektórych. Zdobywając medal mistrzostw świata powiedziałam, że to jest czas, by zająć się życiem prywatnym. I wyobraź sobie wtedy minę mojego trenera. (śmiech) Mówił „teraz”? Odpowiedziałam: „Tak, teraz. A kiedy? Mam 29 lat, chyba czas założyć rodzinę.”

To było totalnie niezrozumiałe. Rozumieli to chyba tylko najbliżsi. Natomiast ja postanowiłam zaopiekować się swoim życiem prywatnym, bo sport przez wiele lat był na pierwszym miejscu. Zapomniałam trochę o sobie, jako nie-sportowcu i wtedy za sprawą rozwoju osobistego zdałam sobie sprawę, że jest czas, aby zaopiekować się rzeczami poza biathlonową areną. Dzięki temu jestem dziś szczęśliwą mamą. Bardzo płynnie przeszłam z tego stanu zawodowego sportowca, do „normalnego” życia. Zadbałam o siebie prywatnie i to też powoduje, że nawet po zakończeniu kariery nie zmagam się z dylematami, z którymi zmaga się wielu sportowców, tracących swój cel. I którzy, mówiąc górnolotnie, nie wiedzą, kim są. Bo skoro nie jestem sportowcem, to kim?

Ja nie mam takiego problemu. Jestem mamą, żoną, czasem praczką w moim własnym domu (śmiech).

Skąd ja to znam!

Wracając do tematu coachingu, już wtedy sobie pomyślałam, że to jest super forma wspierania ludzi. Sama z tego skorzystałam. Wtedy też się tym interesowałam i studiowałam te tematy. Po zakończeniu kariery podjęłam studia podyplomowe i wiedziałam, że to będzie mój kierunek, a cała moja sportowa historia i ogrom doświadczeń, tylko wzbogacała mnie jako coacha. Bardzo wiele rzeczy rozumiem.

W którym kierunku podążasz? Czy to jest  praca indywidualna z młodymi sportowcami czy stricte sportowymi związkami sportowymi. A może każdy, kto jest w kryzysie może się do Ciebie zgłosić, nawet osoba niezwiązana ze sportem. 

Moim głównym core jest środowisko sportowe. Niewiele pracuję z dziećmi, raczej z młodzieżą i dorosłymi. Pracuję również z trenerami, sędziami i rodzicami. A więc całeśrodowisko sportowe, to jest mój obszar. Zajmuję się także budowaniem zespołów, jednak prowadzę też sportowców indywidualnych z bardzo różnych dyscyplin. I lekkoatletycznych, i pływanie, i taniec. Ostatnio nawet curling. 

Pracuję ze sportowcami, bo bez względu na to, jaka jest dyscyplina, to te wyzwania są bardzo podobne. Chętnie wspieram też ludzi biznesu oraz kobiety, bo temat ten też jest dla mnie bardzo bliski. Myślę, że kobiety mają wiele wyzwań związanych z łączeniem kariery zawodowej i rolą mamy, która jest bardzo specyficzna. Nie deprecjonując ojców, to jednak jest to rola bardzo wymagająca. Planuję więc na ten rok (2021 – przyp.red) przygotowanie planów rozwojowych dla kobiet, które mogą przyjść „z ulicy” i przepracować kilka obszarów swojego życia.

Głównie jednak pracuję w sporcie.

Organizujesz również warsztaty dla rodziców, w szczególności rodziców dzieci uprawiających sport. W tych czasach bariera dotarcia na miejsce trochę się zmniejszyła, bo pewnie warsztaty prowadzisz online. Czy chętnych na spotkania jest więcej? Czy rodzice chcą posiadać wiedzę, jak wesprzeć swoje dziecko?

Moim marzeniem jest, żeby większość rodziców którzy funkcjonują w sporcie, bo ich dziecko w nim jest, odbyli takie warsztaty. Najgorszy jest brak świadomości. Bo rodzic często jest nieświadomy tego, jak mówi, jak się zachowuje i jak wpływa tym na rozwój nie tylko młodego zawodnika, ale też jak ich relacja na tym cierpi. Dla mnie ważne jest edukowanie rodziców, trenerów. Szczególnie jeśli mówimy o sporcie dzieci i młodzieży, ta triada rodzic-trener-dziecko jest nierozerwalna. Nie da się tego oddzielić. To musi funkcjonować sprawnie. 

Dlatego przynajmniej raz na kwartał organizuję warsztaty „Świadomy rodzic w sporcie”. Myślę, że to jest szalenie ważny obszar nie tyle dla sportu, co dla relacji rodzica z dzieckiem, rodzica z trenerem. Mówię o tym, w jaki sposób się komunikować, rozmawiać o porażkach, jak rozmawiać o sporcie, jaka jest rola rodzica w sporcie. Bo zdarza się, że rodzice wchodzą w rolę trenerów, podważają decyzje trenerów w domu. Porównują, np. „Fajnie zagrałeś, ale jeszcze fajniej zagrał Krzysio”. Na warsztatach mówimy o tym wszystkim. Dajemy wskazówki o czym rozmawiać, kiedy to robić, jak tworzyć dobrą atmosferę, aby dyskutować o rzeczach trudnych.

Serdecznie zapraszam na te warsztaty. Chciałabym, żeby jak najwięcej rodziców edukowało się w tym temacie, bo tak jak wspomniałam, wiele błędów wynika po prostu z niewiedzy i braku świadomości.

Ja się zapiszę na pewno. 

Super, zapraszam Cię bardzo serdecznie jako mamę. Jako osoba, która funkcjonuje w sporcie jesteś świadoma, ale może złapiesz inną perspektywę. Bezustannie superwizuję się też jako coacha i cały czas pracuję nad sobą w różnych aspektach. I ciągle łapię się na tym, że o czymś nie pomyślałam, nie widziałam tego w dany sposób. 

Warto więc czasem odbyć mądrą rozmowę, żeby usłyszeć chociażby jedno zdanie, które może wiele zmienić. 

Cechą sportowca jest to, że on ciągle chce się uczyć. Doskonałość jest dla niego bardzo istotna. Oczywiście czasem może być zgubna, przewartościowany perfekcjonizm może przynieść odwrotny skutek. Jednak ta droga rozwoju jest bardzo charakterystyczna dla osób związanych ze sportem. Mi np. w jeździe na nartach nie zależy na tym, by jeździć szybko, ale żeby jeździć technicznie. Nie idę na łatwiznę. I to też jest bardzo ważna umiejętność, której sport uczy. I sport jest dla każdego. Dosłownie. Każdy może znaleźć w nim coś dla siebie. I tak jak Ty wspomniałaś, sport dzieci i młodzieży może przynieść wymierne korzyści. Nie tylko te dotyczące kondycji fizycznej, ale również psychicznej, może pełnić rolę odstresowywacza. Może odgrywać również ogromną rolę w kształtowaniu charakteru i postaw młodego człowieka. Jak przekazać dziecku, nastolatkowi, że dzięki aktywności sportowej może zbudować swoją pewność siebie. Że może to stanowić dla niego ogromne źródło satysfakcji. 

Uważam, że warto rozmawiać. Nie wiem, czy też masz taką refleksję, ale wszyscy mówią, ale niewiele osób komunikuje. Śmiem twierdzić, że rodzice rzadko podejmują z dzieckiem dyskusję, nie pytają: „OK, dlaczego jesteś w sporcie, co to ci daje”. Bardzo mało rozmawiają po treningu, zawodach, o samym meczu w umiejętny sposób. Podstawowe pytanie „który byłeś”. Ale nikt nie pyta „co dziś zrobiłeś dobrze”. Nastawienie na wynik robi bardzo dużo krzywdy. To sprawia, że jak np. startuje setka dzieci, to drugi jest pierwszym przegranym. Wychodzi na to, że po zawodach mamy 99 przegranych i jednego zwycięzcę. Ważne jest więc nastawienie na rozwój.

Kolejna ważna rzecz, to to, że sport uczy samodzielności. To co powiedziałaś o szkole. Szłaś do nauczyciela i prosiłaś o materiał. Później sama się uczyłaś, zdawałaś klasówki. Śmiem twierdzić, że sport Cię tego nauczył.

Dzięki niemu my przejmujemy odpowiedzialność za swoje działania. Nie uczymy się kombinowania, żeby pani widziała, że się uczę. Tylko faktycznie uczę się, żeby się nauczyć, zdać i móc iść dalej. W sporcie też tak jest i tego sport uczy. Tylko tu ważna jest rola trenera i rodzica. A tymczasem często dostrzegam, że rodzice pakują plecaczek swoim dzieciom, picie, ubrania na zmianę i mówią: „a teraz idź, trenować”. A to nie o to chodzi. Sport ma nauczyć tego dzieciaka, że on ma sam spakować picie. Bo jak tego nie zrobi, to będzie chciało mu się pić. Czasem niepotrzebnie rodzice wyręczają dzieci w aktywności około sportowej, a one są bardzo ważne. One uczą odpowiedzialności, że są pewne konsekwencje. „Nie wziąłem koszulki na zmianę, wracam w spoconej”. Może to brzmi brutalnie. I choć my chcemy zabezpieczyć dzieci i zaopiekować się nimi jak najlepiej, to jednak tego ma uczyć sport. 

Większość sportowców nie będzie mistrzami świata, o czym mówię rodzicom już na pierwszym spotkaniu. Do zawodowego sportu trafia kilka procent. Jeżeli już dzisiaj wasz 10-latek trenuje w klubie, bo sądzicie, że będzie mistrzem świata, to większość was z tej perspektywy poniesie porażkę. Pogadajmy na ten temat, po co dziecko powinno być w sporcie i czego ten sport może go nauczyć. To jest szok dla rodzica. On sobie dopiero wtedy zdaje sprawę, że faktycznie tak jest. Myśli: „OK, że nie będę dziecka cisnąć w tą czy inną stronę, tylko porozmawiam z nim, po co mu to jest”. Ale znów – potrzebna jest rozmowa. I pewność siebie. Pewności siebie nie da się nauczyć,  trzeba jej doświadczać. A doświadcza się jej poprzez działanie, wychodzenie na zawody, z ciekawością i otwartością. Z myślą: „przepracowałem to i to, teraz chcę to sprawdzić. I nie  sprawdzić, czy będę pierwsza, ale czy będę w stanie dobrze wykonać dzisiejszy wyścig pływacki. Dziś chcę poprawić się na nawrocie. I jak się poprawię, to która będę.”

I to są właśnie cele rozwojowe. O nich się nie mówi, bo spłycamy sport do poziomu: wygrałem – przegrałem. 

Mnie fascynuje w sporcie, że zdobywamy umiejętności, często nie zauważając tego. Uczymy się działać w kryzysie. Np. na boisku ktoś ci podał, a ty musisz podjąć natychmiastową decyzję, by przeciwdziałać kryzysowi.  Myślę, że to jest bardzo cenna umiejętność – cele. Często jak pytasz dziecko, jaki ma cel, to ono nie wie. Nie potrafi określić, czym ten cel jest. A w sporcie jest to bardzo naturalne. Sportowiec wizualizuje sobie, co chciałby osiągnąć. 

Dokładnie tak. Sport absolutnie trenuje odporność psychiczną, a ta w dorosłym życiu jest bardzo ważna. Sport tworzy bezpieczne środowisko nauki życia. Oswajanie się z porażką, „czelendżowanie się”, wychodzenie ze strefy komfortu, systematyczności, współpracy. Uczy zachowań w sytuacjach trudnych, kryzysowych. Po przegranej muszę wyjść i podać rękę koledze, pogratulować. Pogodzić się z tym. Ugłaskać ego. I tego uczy sport, pod warunkiem, że mamy dobrych nauczycieli. Rozmawiam z psychologami, że sport uczy życia. I tak jest, ale tak naprawdę uczą ludzie. Dlatego tak ważne jest środowisko nauczycieli rodziców, nauczycieli, trenerów. To, w jaki sposób oni się komunikują. W jaki sposób mówi się o celach. Czy tylko z perspektywy wygrałem-przegrałem, czy z perspektywy, co dziś mam zrobić na boisku. I rozliczenie się z tego, a nie z samego wyniku. Tylko jak to co zrobiłem, wpłynęło na wynik.

Właśnie na taką siłę sportu liczyłam w naszej rozmowie. Bardzo Ci dziękuję. Moim gościem była Weronika Nowakowska. 

Dziękuję. 

Udostępnij podcast

;